Klęska Podziemia

            Tamtego dnia brutalnie przypomniano ludzkości o strachu życia pod panowaniem cieni i upokorzeniu egzystowania w klatce zwanej Podziemiem.
Mam na imię Marco i jestem jednym z nielicznych, którym udało się przeżyć katastrofę, która miała miejsce w sierpniu 876r. pod Metor. Jestem niezmiernie szczęśliwy, iż przeżyłem, lecz nie z powodów oczywistych, a z powodu pewności że śmierć moich przyjaciół nie pójdzie w zapomnienie i będzie już zawsze przypominać ludziom, że nie można lekceważyć zagrożenia, ponieważ wygrało się jedną bitwę, ale najpierw trzeba wygrać wojnę.

            Właśnie dzwon zaczął wybijać rozpoczęcie apelu honorowego, gdy ja i grupka moich przyjaciół wślizgnęliśmy się na wyznaczone dla nas krzesełka. Znajdowaliśmy się teraz w jednym z najgłębiej położonych pomieszczeń w Podziemiach, a mianowicie w Wielkiej Komnacie Hospitium, która pełniła rolę miejsca obrad dowódców, placu wymiany dóbr w dni targowe jak i pomieszczenia, w którym odbywały się publiczne demonstracje i apele. Była to największa i najpiękniejsza komora w Metor z wysokim sufitem i rzeźbionymi kolumnami przy ścianach. Podziemie zostało nazwane na cześć miasta, pod którym się znajduje i pod którym w dobrych czasach, gdy cienie jeszcze nie powstały, żyli moi przodkowie. Istniało oczywiście wiele Podziemi, lecz nasze było najbardziej znane i najstarsze ze wszystkich. Apel honorowy był organizowany raz do roku i była to publiczna ceremonia przyjęcia do armii nowych żołnierzy i ja byłem jednym z nich. Nie mam pojęcia, jak udało mi się dostać do wojska, ale jestem pewny, że nie z powodu świetnej kondycji lub odwagi, ponieważ jestem niskim chucherkiem, zupełnym przeciwieństwem mojej grupy przyjaciół: Ais- przebiegłej i szybkiej, Luisa i Loego - rodzeństwa rosłych osiłków czy Ossi - z wyjątkowym talentem do broni białej. Grupa adeptów w tym roku była dość spora, liczyła bowiem 32 osoby, lecz patrząc na całokształt, komicznie mała. Oczywiście każdy młodzian przechodzący w wiek dorosły, miał obowiązek stawić się w wojsku i spróbować swoich sił w egzaminie selekcyjnym, ale test ten był niedorzecznie trudny i tylko odsetek około 150 osobowej grupy je zdawał. Sytuacja więc z roku na rok się pogarszała, niestety tylko niektórzy to zauważali, większość po prostu chorowała na znieczulicę, no bo po co szykować się do walki i tylko denerwować ludzi jak cienie od lat nie atakowały? Każdy, kto widział problem w niedoborze armii i lekceważeniu cieni, znał dobrze zdanie teraźniejszego głównego dowódcy O'Conello, że gdy nawet rząd zmniejsza czujność, wtedy nie ma się czym przejmować, co zmniejsza ilość zamieszek. Ja i moi przyjaciele, jak już wcześniej wspomniałem dostaliśmy się do armii. Naturalnie mogliśmy oblać testy i toczyć spokojne, szczęśliwe życie, ale my zdecydowanie należymy do tej pierwszej grupy ludzi, która nie wierzy w tę całą sielankę, a że nie mogliśmy zrobić nic więcej, staliśmy się obrońcami Podziemi. Gdy już wszyscy zajęli miejsca, na podwyższenie na przodzie Sali, wszedł łysiejący, lecz dość młody i dobrze zbudowany mężczyzna. Podszedł na środek podniesienia, stanął na baczność i w hołdzie szacunku położył najpierw lewą, rozłożoną dłoń na piersi, a następnie nakrył ją prawą z wyprostowanymi czterema palcami. Był to znak, który posłusznie wykonali wszyscy zgromadzeni na sali. -

   - Pozdrawiam! - krzyknął O'Conello znajdujący się na podwyższeniu. Świetna akustyka komnaty sprawiła, że był idealnie słyszany nawet na końcu pomieszczenia.

- Pozdrawiam!- wykrzyknęli powitanie wszyscy tu obecni. Dowódca z życzliwym uśmiechem zaczął swoją wcześniej przygotowaną mowę: -Jest to dla mnie wielki zaszczyt i przyjemność móc stać tu przed wami i ogłaszać tak wesołą wieść, jak to że 32 odważnych i bohaterskich młodych ludzi ofiaruje swoje życie dobru naszej ojczyzny, naszego Podziemia!- Jego wypowiedzi przerwały głośne owacje, lecz on uciszył publiczność gestem. - Wykazują tym, jak nasza społeczność jest oddana i patriotyczna. Zanim jednak nasi młodzi bohaterowie zostaną honorowo odznaczeni, mam zaszczyt krótko opowiedzieć wam historię Podziemi!

Nie wywołało to wielkiego zaskoczenia czy podniecenia, ponieważ była to taka tradycja. Taka sama jak oficjalne pozdrowienie.

   - Wszystko zaczęło się w 734r. Wtedy właśnie dzień był niezwykle krótki, a cienie wieczorem niezwykle długie. Nasi dziadowie świętowali otwarcie pierwszego Podziemia na świecie pod miastem Metor, które miało ułatwić nam transport produktów do innych miast, a które stało się naszym domem. O godzinie 14.00,a było już zupełnie ciemno, do Wielkiej Rady Dowódców doszły słuchy, iż ludzie ginęli w mieście. Nie zwyczajnie, zostali zamordowani. Mieli podcięte gardła, a cienie wokół nich się kłębiły. Rada więc wezwała ludzi na rynek i próbowała wyjaśnić, kto jest mordercą, gdy cień głowy rady oderwał się od jego ciała i poderżnął gardło najpierw swojemu właścicielowi, a następnie reszcie rady. Spanikowani ludzie zaczęli uciekać do domów i kryć się, to jednak nie powstrzymywało cieni przed zabijaniem.

       Zrobił przerwę na oddech i podtrzymanie napięcia, bo choć ludzie słyszeli tę historię wiele razy, ciągle ich intrygowała.  

- Zdesperowani ludzie uciekli w ciemności do Podziemi, gdzie cienie nie mogły ich dosięgnąć. Ludzie jednak zapomnieli się i popełnili błąd. Nie tylko cienie nie mogły żyć bez światła, oni także. Gdy tracili nadzieję, ktoś odnalazł świecący kamień Ans i tak ludzie przeżyli schowani pod ziemią. Nauczyli się hodować rośliny i zwierzęta za pomocą jedynie światła Ans, a wodę brali ze źródeł z innych Podziemi, które z czasem zostały połączone z Metor.

   Tak właśnie wyglądała cała nasza historia. Na jej podstawie opierało się wszystko, nasze przeświadczenia, wiedza i wdzięczność nie osobie, a miejscu, Podziemiom. Gdy ceremonia się zakończyła, a nie było to nic ciekawego, poszliśmy (ja i moja paczka) do komnat wyznaczonych dla armii.

   -No, no… O'Conello nieźle się dzisiaj popisał co? -zagadał Loe ziewając - No... To było tak nudne i oklepane jak nigdy wcześniej - poparł Luis, siadając na krześle w boku pokoju. Całe pomieszczenie było urządzone równie surowo jak reszta Podziemia: kilka krzeseł, stół, półka.

     – Przestańcie, zachowujecie się jak dwójka bachorów, którzy nie potrafią usiedzieć w miejscu godziny. Swoimi słowami udowadniacie, że nie dorośliście do zadania żołnierzy - skomentowała Ais.

Każdy wiedział, że była ona taką naszą przywódczynią i się jej słuchaliśmy. Ogonek dowódcy sam do niej przylgnął przez jej ostry temperament.

   - Naprawdę powinniście wreszcie dorosnąć-mruknęła do nich.

Ja i Ossi tylko rozbawieni po sobie spojrzeliśmy. Oss była śliczną dziewczyną z krótkimi ciemnymi loczkami i drobną budową. Całkowicie różniła się od wysokiej, blondynki, jaką była Ais. Co do mnie jestem po prostu przeciętnym brunetem, a Luis i Loe bliźniakami liczącymi ponad 2 metry, z niebieskimi oczami i czarnymi włosami i chociaż połowa dziewczyn w Metor się za nimi uganiała, oni obaj walczyli o względy Ais, niestety nieskutecznie, co mnie nieco cieszyło, ponieważ ta niesamowita dziewczyna podobała się również mnie. Byliśmy jednak jedynie przyjaciółmi, mimo tego, że podejrzewam, że ona wie, że się mi podoba.

   - Marco, no weź jej coś powiedz!- zawołał Leo, a ponieważ niewinna kłótnia szła w dobrym kierunku, by przerodzić się w rękoczyny, powiedziałem:

   - Sądzę, że Ais ma rację chłopaki, przestańcie się wygłupiać.

Luis popatrzył na mnie jak na głupka, po czym krzyknął:

   - Miałeś poprzeć nas, idioto! Gdzie męska solidarność!?

Ossi wybuchnęła śmiechem, ale Ais uciszyła ją machnięciem ręką.

   - Nie wydaje ci się, że trochę przesadzasz Ais, zakaz śmiania się jest...- nie dokończył jednak, bo jego też uciszyła, jednak nieco gwałtowniej:

- Cicho -syknęła i podeszła do drzwi, lecz nie do tych które prowadzą do reszty pomieszczeń, a na korytarz, który prowadzi do wyjścia z Podziemi.

-Ais co ty...-zacząłem, ale Ossi zakryła mi ręką buzię i powiedziała bezgłośnie "posłuchaj". Więc zacząłem nasłuchiwać. Na początku nic nie słyszałem, ale po chwili do mnie dotarło. Ciche łupnięcia takie jak przy tłuczeniu kamieni Ans. Po kilku minutach usłyszeliśmy także kroki, a potem drzwi się otworzyły z impetem. Wyszedł z niej mężczyzna cały we krwi.

-O Boże- szepnęła Ossi, zakrywając ręką buzię. Zaczęliśmy się cofać, ale mężczyzna nic nie zrobił, tylko upadł na kolana i powiedział dławiącym się głosem:

- Weszły tu...- nabrał głośno powietrza -już po nas...- i upadł. Chłopaki podbiegli do niego i sprawdzili puls.

-Nie żyje - sapnął Leo. - Ale co się miało stać? - spytał Luis i odwrócił głowę w stronę tunelu. Jego wzrok dostrzegł coś, czego ja zobaczyć nie mogłem. Znieruchomiał i szturchnął Loego.

   -Patrz stary -szepnął tak cicho, że prawie nic nie słyszałem. – Cienie…

   Nagle zabrakło mi powietrza, nie wiedziałem, co zrobić, ale Ais wiedziała. Wzięła mnie pod ramię i zaczęła wychodzić. Ossi też już biegła, ale Leo i Luis nie uciekali, tylko zabarykadowali drzwi i szykowali broń. Ais krzyknęła:

-Co wy robicie!? Chodzicie!- oni tylko pomachali głowami. –Nie, zaoszczędzimy wam trochę czasu. Idźcie!

   Ais jeszcze chwilę tak stała, po czym odwróciła się i wyszła.

   - Co ty robisz, nie można ich tak zostawić?!

Nie słuchała, szła dalej. Zacząłem płakać, przez moją bezradność oni giną. Jak na potwierdzenie usłyszeliśmy straszny krzyk. Nie dobiegał jednak zza nas, a z przodu, z Hospitium. Gdy tam weszliśmy, naszym oczom ukazał są horror. Wszędzie była krew i cienie, pełno cieni, a ludzie ginęli masowo. Ktoś stał na podwyższeniu i wrzeszczał:

-Do wyjścia, kto może do...- nie dokończył, bo okropny strzępiasty cień podciął mu głowę.

   Ale podziałało, ludzie rzucili się do wyjścia, niestety po chwili zostało ono całkiem zablokowane. Cieni było tak wiele, że pewnie całą masą kłębiłyby się pod sufitem, gdyby tam owy był, jednak zniknął , a zamiast niego ziała wielka dziura, ujawniając piękne błękitne niebo. Był to tak szokujący widok, że nie mogłem oderwać oczu, gdy nagle poczułem szarpnięcie z tyłu.

-Marco, trzeba pomóc Ossi!- to Ais próbowała przewrzeszczeć hałas. - Słyszysz Marco! -spojrzałem w bok i zobaczyłem, jak dziewczyna rozpaczliwie próbuje uwolnić Oss z kokonu cieni, ja jednak wiedziałem, że dziewczynka już nie żyje.

Więc rozejrzałem się po komnacie i zobaczyłem, że jedno z wyjść jest prawie puste. Pociągnąłem w tamtą stronę Ais. Nie protestowała, czekała, aż to zrobię. Byliśmy już prawie przy wyjściu, gdy lepka ręka Ais wypadła z mojej. Odwróciłem się i zobaczyłem, że w jej klatce piersiowej jest dziura wielkości pięści.

- Nie, nie… Ais nie rób mi tego- ona nie słuchała upadła na kolana.

-Nie!- wrzasnąłem i uklęknąłem przy niej. Przytuliłem ją.

-Ais, nie -szepnąłem - nie możesz odejść.

Ona mnie jednak nie słuchała, stawała się coraz chłodniejsza, szepnęła tylko:

   -Wiesz, niebo jest takie piękne, ludzie tak po prostu je odrzucili, oddali bez walki - przerwał jej kaszel - uciekli pod ziemię jak psy, ale to nie jest najgorsze. Oni...ludzie… sami sobie wykopali grób -to były jej ostatnie słowa.

   Nie miałem jednak czasu na pożegnanie, ponieważ ktoś mnie złapał za kołnierz i zaczął ciągnąć.

-Puszczaj!- wrzeszczałem i kopałem, ale to nie skutkowało. Z każdą chwilą coraz bardziej oddalaliśmy się od Ais, a gdy wchodziliśmy do tunelu, zobaczyłem, jak obsiadają ją cienie.

-Zostaw mnie!- i człowiek mnie puścił.

Nie znałem jego imienia, ale wiedziałem, kim był: jeden z dowódców.                    –Dziecko, wiem, że twoja koleżanka zginęła, ty jednak żyjesz, co ważniejsze i powinieneś się pozbierać - powiedział mężczyzna.

Nie mogłem mu odpowiedzieć, więc tylko pokręciłem głową. Westchnął i walnął mnie czymś w głowę. Poczułem tępy ból, po czym zobaczyłem mroczki przed oczami i odpłynąłem. Ostatnie, co pamiętam, to słowa:

-To dla twojego dobra, mały.

            Był to najgorszy dzień w moim życiu jak i drugi najgorszy dla ludzi z całego świata. Po wybudzeniu się w sąsiednim Podziemiu Ulum, zyskałem nowy cel. Postanowiłem zostać jednym z dowódców. Ludzie po tym dniu znów zaczęli szykować się do walki, zaczęli się bać. Jednak jak wysoką cenę musieli zapłacić, tego do dzisiaj nie oszacowaliśmy, ponieważ cienie ciągle atakują nowe Podziemia i zabijają ludzi. Ulum także podbito, dzień później, a my uciekinierzy przemieszczaliśmy się dalej. Znowu uciekaliśmy. To, co powiedziała Ais, to prawda, ciągle uciekamy. Czy więc wygraliśmy tę jedną bitwę, czy po prostu cienie specjalnie chciały, byśmy tak myśleli, by uśpić naszą czujność? Nie dowiemy się tego nigdy, ale nawet jeżeli była to intryga cieni, oznacza to, że one się nas obawiają, że jesteśmy na tyle silni, by trzeba było spiskować przeciwko nam. Tamtego właśnie dnia brutalnie przypomniano ludzkości o strachu życia pod panowaniem cieni i upokorzeniu egzystowania w klatce zwanej Podziemiem.

           

Zuzanna Nyc kl. 1B

   
© ALLROUNDER