Tajemnica porwania i spotkanie złodzieja

Był smutny, deszczowy dzień. Ania była brunetką, siedmioletnią dziewczynką, którą opuścili rodzice. Pewnego dnia nie wytrzymała. Postanowiła uciec z domu dziecka. Chciała być wolna, jak inne dzieci mieć rodzinę, kochać i być kochaną. Planowała to od dawna, odkładała pieniądze, pożywienie. Tego dnia około godziny 17 uciekła sierocińca. Ania szła ciemną nieoświetloną drogą, trzymając w ręku lampę naftową. Słyszała tylko szelest liści spadających z drzew i szum przejeżdżających samochodów. Nagły, trzask butelki …. Ania upadła na chodnik, tracąc przytomność.

            Gdy się obudziła, był już ranek około godziny 6 . Obudziła się, leżąc w kałuży przykryta liśćmi w parku miejskim przy ulicy Sienkiewicza. Po chwili zorientowała się, że została okradziona. Miała ręce i nogi związane sznurem. Gdy się otrząsnęła, okazało się, że obok niej leży kartka z napisem „ Dobranoc”. Przestraszona postanowiła jak najszybciej uciec z tamtego miejsca. Leżąc, zauważyła szklaną butelkę po lemoniadzie. Postanowiła rozbić butelkę o chodnik, by rozciąć sznury, które coraz bardziej zaciskały się na jej rękach. Mimo bólu, jaki to jej sprawiło, udało się jej wydostać. Ostrożnie wstała i zaczęła szukać pożywienia. Dziewczynka doszła do piekarni, opowiedziała im swoją historię, a w zamian dostała bochenek chleba. Ucieszona postanowiła udać się nad skierniewicki zalew. Tam pożywiła się wcześniej otrzymanym chlebem. Okruszkami nakarmiła kaczki. Tak minął jej cały dzień, aż nastał wieczór.

            Dziewczynka stała przy ul. Zadębie, szukając schronienia, gdyż już drugi dzień padał srogi deszcz. Stała w brudnej, podartej, rozciągniętej czerwonej bluzce i w rozdartych spodniach. Nagle zauważyła, że pewna osoba chce pomóc. Był to pan Adam, który znał wszystkie czarne zakątki głównych przecznic. Nieznajomy zaczął rozmowę.

- Cześć. Dlaczego stoisz tutaj sama ? – Powiedział do niej swym donośnym głosem.                                                                                          
- Gdzie są tata i mama, czemu stoisz tutaj sama ?
– Spróbował jeszcze raz.

     Przestraszona dziewczynka bała się odpowiedzi. Deszcz padał coraz mocniej. Po dłuższym monologu Pan Adam zaproponował Ani, by schroniła się u niego. Opowiadał jej, że mieszka nieopodal, że jest bardzo młoda. Jak tak dalej będzie stać, to niedługo dostanie zapalenia płuc. Ania zrobiła się blada, roztrzęsiona. Cała przemoczona po wielu próbach pana Adama wsiadła do samochodu. Jechali wąską nieoświetloną szosą, lecz Ania nie wytrzymała. Zapytała, dlaczego nie jadą główną drogą. On zaś odrzekł, że tędy będzie szybciej, lecz dobrze wiedział, co się stanie, gdy pojedzie główną drogą. Ludzie go zauważą, a przecież jest poszukiwany. Znów się mu udało. Znalazł kolejną ofiarę. Jak się okazało, był on złodziejem. Wykorzystywał napotkane na ulicach dzieci do kradzieży. Ania coraz bardziej mu ufała, w końcu dojechali. Pan Adam miał ogromny dom. Dał Ani nowe ubrania i zrobił kakao. Nakarmił, a potem położył spać. Ania, pełna zaufania, usnęła, ciesząc się, że znalazła dom, o którym tak bardzo marzyła. Minęło kilka dni, aż w końcu złodziej postanowił, by Ania zaczęła dla niego pracować. Pojechał z nią na wieczorną wycieczkę. Wziął ze sobą łom, a Ani wręczył nóż. Był mały, błyszczący. Ania przerażona włożyła go do spodni. Dojechali do banku, słychać było tylko szum wiatru i szelest liści. Pan Adam opowiedział Ani o całym planie, lecz ona niczego się nie spodziewała. Złodziej kazał Ani pilnować drzwi. Ania przerażona świeciła lampką dookoła. Adam zabrał się do pracy. Niestety, gdy włamywał się do sejfu, wytrych upadł mu na podłogę, załączając alarm. Ania przerażona alarmem zaczęła krzyczeć. Za chwilę miała zjawić się tam policja. Złodziej złapał ją i razem wbiegli do samochodu, postanawiając uciekać, a dziewczynka służyła jako zakładniczka. Wyjechali ze Skierniewic do lasu w pobliżu Bolimowskiego Parku Krajobrazowego. Adam ukrywał samochód. Ania płakała, błagając o pomoc. Nagle zauważyli światła z pobliskiej szosy. Złodziej, rzucając wszystko, postanowił schronić się w pobliskim budynku wodociągów. Wyłamał łomem kłódkę i weszli. Było tam tak ciemno jak na ulicy, kiedy po raz pierwszy Ania uciekła z sierocińca. Dziewczynka obawiała się najgorszego, lecz złodziej zapomniał o jednym, nie przykrył liśćmi bagażnika auta. Nagle otworzyły się drzwi. Zza budynku krzyk! „Stać Policja !”. Pan Adam został obezwładniony. Jak się potem okazało, to nie był jego pierwszy napad z udziałem dzieci. Złodziej planował wywieźć dziecko, jak poprzednie swoje ofiary.

            Ania postanowiła powrócić do domu dziecka. Przez pierwsze kilka tygodni nie mogła sobie poradzić z tym, że nikt nie może dla niej znaleźć prawdziwego domu. Po kilku miesiącach okazało się, że w domu dziecka poszukują właśnie takiej dziewczynki jak ona. Została adoptowana. Dziś mieszka na ul. Kozietulskiego i dołączyła do Szkoły Podstawowej nr 2, gdzie poznała prawdziwych przyjaciół. Dziś już nigdy by nie opuściła domu, przecież ma kochających ją rodziców. Tak kończy się historia małej Ani, a morał, który niesie ze sobą to opowiadanie, brzmi: „Musisz zacisnąć zęby i iść swoją ścieżką. Nie myśl, co było, choć boli ponoć przeszłość”.

                                                                                                                                                                                                                  Patryk Stefankiewicz II B (op. IM 13/14)

   
© ALLROUNDER